
Jakiś czas temu, o ile dobrze pamiętam był to koniec października, może początek listopada 2007 roku zadzwonił do mnie Jasiek Sieczkowski, armator pływającej na obozach Monady i usłyszałem w telefonie: "Adam, co robisz w Sylwestra? Bo jest rejs do Kopenhagi, tydzień, na Chopinie, szansa na 100 godzin do kojota (czyli Kapitana Jachtowego), fajna ekipa..." Zaczęło się kilkudniowe rozmyślanie, do...
wiecej